czwartek, 16 stycznia 2014

Carrie

Stara zasada mówi, że jeżeli coś działa i jest dobre, to nie ma sensu tego zmieniać. Zdaje się, że Amerykańscy reżyserzy filmów grozy od dwóch dekad nie rozumieją tego prostego faktu. Ci mniej zdolni i kreatywni, wybierają drogę na skróty i tworzą całkowite i nieudolne remake kultowych horrorów, które w żadnym stopniu się nie starzeją, zaś ci bardziej zdolni, potrafią odświeżyć zaśniedziałą klisze, dodając również coś od siebie, dzięki czemu ów film nie jest jedynie odgrzewanym z mikrofali kotletem podanym na ładnym talerzu. Świat ujrzał zaledwie garstkę z całego mrowia remaków, które wniosły jakąkolwiek wartość do kinematografii grozy. Czy nowa wersja Carrie w reżyserii Kimberly Peirce załapie się do tej garstki?

Świat ujrzał pierwszą powieść Stephena Kinga w 1974 roku. Autor nie przepadając za swoim dziełem, zdecydował się je zwyczajnie wyrzucić do kosza. To dzięki żonie Kinga, maszynopis ocalał i został przez nią wysłany do wydawnictwa Doubleday. Carrie otworzyła drzwi do literackiej sławy byłemu nauczycielowi angielskiego. W dwa lata po wydaniu książki, Brian De Palma wykupił prawa do jej ekranizacji i to właśnie dzięki niemu powstał jeden z najlepszych filmowych horrorów wszechczasów z niezapomnianą kreacja Sissy Spacek jako Carrie White. Opowieść o nieśmiałej licealistce, nękanej przez szkolnych rówieśników i terroryzowanej przez matkę-fanatyczkę religijną, szybko okazała się prawdziwym sukcesem reżysera „Człowieka z Blizną” i „Nietykalnych”. To co stanowiło o wybitności ekranizacji, to znakomita psychologia postaci, wybitna dramaturgia filmu oraz to co w całej opowieści było najważniejsze, a mianowicie znakomicie ukazany aspekt dorastania seksualnego głównej postaci. De Palma bowiem, rozwinął w filmie to co w książce było raptem przez Kinga wyraźnie zarysowane a już w remaku Kimberly Peirce zupełnie pominięte. W swoim filmie Peirce stworzyła sieć do której wcisnęła wszystkie najważniejsze fabularne elementy z dzieła De Palmy, wierząc w to, że widzowie to łyknął. Zrobiła to jednak bezlitośnie wiernie i bez grama finezji, przez co film jako remake nie wnosi absolutnie nic nowego a jakby tego było mało, ogląda się go jak muzyczny wideoklip. Poza tym mamy ponownie nieśmiałą i zastraszoną postać, którą całkiem przeciętnie odgrywa Chloe Grace Moretz w tandemie z neurotyczną matką zagraną tu całkiem nieźle przez Julianne Moore. Są i szkolni stręczyciele oraz pragnienie normalności głównej postaci, które prowadzi oczywiście do krwawego finału. Reasumując, remake Peirce to efekt zabawy w karaoke. Niby doskonale pamięta się słowa i melodie oryginału, w rezultacie jednak wychodzi jak zwykle bełkotliwie i przeciętnie. 

 
Ocena: Zły

Reżyseria:Kimberly Peirce
Scenariusz:Lawrence D.Cohen
Kraj:U.S.A.
Rok: 2013


piątek, 3 stycznia 2014

Open Grave

Od ponad dekady prawdziwa krew współczesnego kinowego horroru płynie w żyłach Hiszpan. Wraz z wejściem do kin głośnego filmu Alejandro Amenabara pt. "Inni" byliśmy świadkami geniuszu w budowaniu inteligentnej "ghost story".  Od tamtego czasu pałeczkę w graniu na lękach widzów przejęli nie słynący z surowego realizmu Francuzi ani zakochani w konwencji found footage Amerykanie a właśnie Hiszpanie.

Najnowszy film Gonzalo López-Gallego rozpoczyna się od mocnego uderzenia. Mamy bowiem kilkoro bohaterów w leśnym domku, którzy za cholerę nie wiedzą jak się w nim znaleźli. Jakby tego było mało nie pamiętają również kim są. Wokół domu odnajdują więzionych ludzi, którzy wyglądem i zachowaniem przypominają zombie. Wszyscy zdają sobie sprawę, że robią w tym miejscu coś ważnego jednak za nic nie mogą sobie przypomnieć co takiego i czy mogą ufać sobie nawzajem.
Ten psychologiczny post-apokaliptyczny horror łączy w sobie wszystko to, co dobry film grozy mieć powinien. Znakomity scenariusz, doskonałą grę aktorską i cudowną atmosferę, która stopniowo zagęszcza się, prowadząc widza do zaskakującego finału. Co bardziej sceptyczni widzowie, mogliby powiedzieć, że fabularnie film nie jest niczym nowym, jednak nawet oni nie mogą odmówić obrazowi Gallego suspensu i znakomicie wyważonej grozy rodem z najlepszych filmów Hitchcocka. Gallego w swoim filmie postanawia podrażnić się w widzem, podając mu tak jak i swoim bohaterom fałszywe tropy po to by później mocno nim wstrząsnąć. Stąd też niczego nieświadomy widz, pewien, że ma do czynienia z pospolitym slasherem zostanie pozytywnie zaskoczony. Gallego udowodnił już wcześniej, reżyserując swój pierwszy amerykański horror w konwencji found footage pt. "Apollo 18", że doskonale czuje się w tym gatunku. Pozostaje czekać na kolejne dzieło tego hiszpańskiego reżysera bo jak widać warto.

Ocena: Dobry
Reżyseria: Gonzalo López-Gallego
Scenariusz: Chris Borey, Eddie Borey
Kraj: U.S.A
Rok: 2013

czwartek, 2 stycznia 2014

Armia Frankensteina


Pod koniec II Wojny Światowej, grupa sowieckich żołnierzy, przemierza terytorium wroga w celu wyzwolenia grupki swoich żołnierzy. Po drodze natrafiają na niemiecki bunkier, który skrywa sekret chylącej się ku upadku III Rzeszy, związany z eksperymentami na ludziach. Szybko okazuje się, że miejsce do którego trafili to laboratorium śmierci, stworzone przez szalonego naukowca dr. Frankensteina. Film Richarda Raaphorsta powstał na trwającej od kilku lat popularności wojennych zombie movies. Jak do tej pory mieliśmy do czynienia z mniej lub bardziej udanymi produkcjami tego nurtu.Wystarczy wspomnieć   obie części "Outpost" Steve'a Barkera czy norweski "Dead Snow" w reżyserii Tommy'ego Wirkola. Film Raapharsta wychodzi jednak na ich tle zdecydowanie lepiej.

Frankenstein's Army to czerpiąca inspirację z estetyki kampu, próba przeniesienia XIX wiecznej historii o Frankensteinie w ramy drugiej wojny światowej. Reżyser tego kameralnego i niskobudżetowego found footage zręcznie pociągnął  akcję, tworząc przy tym chwilami również autentycznie klaustrofobiczną atmosferę grozy. Film ocieka często kiczem, który dostrzec można w przerysowaniu i sztuczności efektów specjalnych, pracy kamery przypominającej grę FPS czy w końcu sam odjechany scenariusz. Zabiegi te jednak się w pełni celowe. Reżyser ironizuje pewne kwestie świadomie, dzięki czemu otrzymujemy pełen dystansu horror klasy B. Raaphorst wciąga widza w zabawę z konwencją, przy której słowo powaga jest tym czym zdrowa logika dla szalonego Frankensteina-zupełnie niepotrzebna.

Ocena: Dobry
Tytuł: Frankemnstein's Army
Reżyser: Richard Raaphorst
Scenariusz: Chris W.Mitchell