czwartek, 12 czerwca 2014

"Strażnicy. Początek. Komediant - Rorschach"- recenzja komiksu

Kiedy dwóch anglików, Allan Moore i Dave Gibbons, tworzyło w 1986 serię zatytułowaną „Strażnicy”, nawet nie sądzili, na jak ogromną skalę odniosą sukces. O tym, jak wielki wpływ miała ich seria na cały świat komiksu można by rozpisać na wiele stron. Po dwudziestu latach i wszelkiej niechęci Alana Moora do powstania prequelu Strażników, wydawnictwo DC znalazło diabelnie utalentowanych rysowników i dopięło swego. Ze współpracy trójki amerykanów Lee Barmejo, J.G.Jonesa wraz ze scenarzystę Brianem Azarello powstał album, po który wbrew temu co twierdzi sam ojciec Strażników- warto sięgnąć.

Prequel „Strażnicy Początek. Komediant – Rorschach”, skupia się na dwóch najbardziej charakterystycznych postaciach całej serii, których bezkompromisowe podejście w walce ze zbrodnią zawsze pozostawia po sobie dwojakie echo. Pierwszy rozdział poświęcony zostaje okresowi wczesnej kariery Edwarda Blake’a w departamencie obrony i jego szerokim politycznym koneksjom. Razem z postacią cofamy się do lat 60’tych by prześledzić jedne z najważniejszych polityczno-obyczajowych wydarzeń Ameryki, takich jak tajemnicza śmierć symbolu seksu Marilyn Monroe, zamach na Kennediego, czy piekło wojny w Wietnamie. Blake, jako uczestnik tych wydarzeń i symbol niepochamowanej siły, zostaje wysłany do Wietnamu jako inspiracja dla tamtejszych żołnierzy. Szybko jednak okazuje się, że środowisko śmierci i moralnej degrengolady jest dla Komedianta miejscem idealnym.

Drugi rozdział należy do Rorschacha  i jego słynącej z bezwzględności walki z oprychami w chylącej się ku moralnemu upadkowi amerykańskiej metropolii. Bohater tropiąc lokalnego gwałciciela i mordercę, wpada również na trop gangu narkotykowego.  Na tle całej walki, dowiadujemy się również wielu rzeczy z przeszłości tej postaci. „Strażnicy” A. Moora pokazali, jak może wyglądać współczesny komiks o superbohaterach. Moore i Gibbons zrewidowali i przedefiniowali całą dotychczasową mitologię komiksowych postaci.  Za sprawą „Strażników”, byliśmy również świadkami pewnego przełomu w sztuce sekwencyjnej, dzięki któremu w Ameryce komiks na zawsze przestał być kojarzony z zeszytami dla dzieci i młodzieży, zdobywając artystycznej nobilitacji. Druga część prequelu „Strażników” to według mnie komiks, który tak jak oryginał absolutnie nie przypomina mainstreamowej papki. Wątki społeczno-polityczne, wystawione na pierwszym planie u Moora, w przypadku Azzarello również odgrywają ważną rolę. Rozdziały poświęcone Komediantowi aż iskrzą się od krytyki polityki Amerykanów końca lat 60’tych.  Azzarello wraz z rysownikami postawili wyraźny akcent na mocne odrysowanie ciemnej strony Komedianta. Co do kolejnej postaci z drugiego rozdziału albumu, to według mnie jedna z najciekawszych w historii komiksu. Rorschach  i jego nieskazitelne zasady moralne, mroczna przeszłość i bezkompromisowość w likwidacji oprychów, czynią z niego mojego faworyta. Lee Bermejo nadaje opowieści o Rorschachu i jego walce z ulicznymi gangami na wskroś ciężkiego i mrocznego klimatu. Mocna i realistyczna kreska sprawdza się doskonale w przypadku przygód tej postaci. Dynamika kadrów i przemoc (choć czasem jak dla mnie zbyt jednowymiarowa), czynią z albumu pozycję, której miłośnicy pierwowzoru nie powinni sobie odpuszczać. Czy zatem „Strażnicy Początek” przewyższają oryginał? W żadnym wypadku. Jednak nie o to twórcom chodziło. Tę powieść graficzną czyta się cholernie dobrze a wiele kadrów na długo pozostaje w pamięci. Sięgnijcie po album bo warto.

Ocena: Dobry

Tytuł: "Strażnicy.Początek. Komediant - Rorschach"
Scenariusz: Brian Azzarello
Rysunki: Lee Barmejo, J.G.Jones
Wydawnictwo: Egmont 2013

czwartek, 5 czerwca 2014

Paranormal Activity. Naznaczeni -recenzja filmu


Kolejna, piąta już część Paranormal Activity. „Naznaczeni” pokazuje, że zainteresowanie całą serią oraz konwencją found footage nie słabnie nawet na chwilę. Co roku do kin napływają nowe tytuły jednak to seria Paranormal Activity wiedzie w tej kwestii marketingowy prym. Według box officu najnowsza część zaliczyła z całej franczyzy najsłabszy wynik w  pierwszy weekend otwarcia. Na szczęście nie  przesądza to jednak o samym filmie.

Paranormal Activity. „Naznaczeni” rozgrywa się tym razem na przedmieściach meksykańskiej dzielnicy przy której warszawskie Szmulki to Disneyland. Główny bohater, osiemnastoletni Jessie wraz z grupką przyjaciół, to świeżo upieczeni absolwenci liceum, którzy spędzają wakacje na beztroskiej zabawie. Pewnego wieczoru, w tym samym budynku, policja odnajduje zamordowaną sąsiadkę. Wszystkiemu postanawiają przyjrzeć się z bliska otumanieni marihuaną, bohaterowie. Na miejscu zbrodni, odnajdują wiele tajemniczych relikwii, symboli i ksiąg a co jeszcze dziwniejsze, zdjęć na których widać głównego bohatera. Jakby tego było mało, Jessie, Hector i Marisol zaintrygowani tajemniczą zawartością znalezionej księgi z zaklęciami i wcale niezniechęceni dotychczasową dziwacznością wydarzeń, otwierają bramę do innego wymiaru. Tuż po tym Jessie czuje, że w jego ciele i umyśle zachodzą ogromne zmiany nad którymi nie potrafi zapanować.

Reżyser piątej części i scenarzysta trzech pozostałych, Christopher Landon doskonale czuje historię którą opowiada, co najlepiej widać w sposobie łączenia elementów z poprzednich części. Dzięki temu widz nie odnosi wrażenia, że ogląda zupełnie inną historię, niespójną z tym co przedstawił na samym początku Oren Peli. Pomimo faktu, że fabuła całej serii wydaje się być prześmiesznie prosta, uskuteczniając do tego za każdym razem te same reżysersko-operatorskie triki, film dalej przykuwa uwagę i obsypuje ciarkami lepiej niż większość hiperrealistycznych slasherów. 
Pomimo faktu, że magia tego filmu wcale nie leży w fabule, dialogach, suspensie czy też budowaniu dramaturgii to ogląda się w pozie jamochłona. Najwyraźniej wszystko dlatego, że paradokumenty jako konwencja pozwala dzisiejszym „ghost stories” zamienić  znoszone i wyświechtane przez lata prześcieradło na o wiele świeższe i przyjemniejsze w dotyku. Seria „Paranormal Activity” jest tego najlepszym przykładem. 

Ocena: Dobry

Tytuł: Paranormal Activity. Naznaczeni
Reżyser: Christopher B. Landon
Kraj: U.S.A
Rok: 2014

niedziela, 16 marca 2014

Najnowsze zdjęcia z Sin City 2: Damulka Warta Grzechu

Na fanów komiksu czeka miła niespodzianka, bowiem już 22 sierpnia do polskich kin trafi długo wyczekiwana kontynuacja Sin City "Damulka Warta Grzechu". 

Najlepszy przyjaciel Quentina Tarantino, wizjonerski reżyser Robert Rodriguez („Desperado”, „Od zmierzchu do świtu”) zaprasza na kolejne spotkanie z mieszkańcami Miasta Grzechu. Dwight (Josh Brolin, „Prawdziwe męstwo”, „Faceci w czerni 3”) jest detektywem-fotografem, który specjalizuje się w zdjęciach kompromitujących zdeprawowanych bogaczy. Jego życie staje na głowie, kiedy na nowo wkracza w nie Ava (Eva Green, zjawiskowa dziewczyna Bonda z „Casino Royale”) – dawna miłość, kobieta warta każdego grzechu. Ruszając na pomoc kochance, Dwight szybko odkryje, że znalazł się w środku intrygi, która może przerosnąć nawet największego twardziela. W tej sytuacji przyjdzie mu połączyć siły z nieobliczalnym zabijaką Marvem (Mickey Rourke, nominowany do Oscara za rolę w „Zapaśniku”).

Za scenariusz do „Damulki wartej grzechu” odpowiada laureat Nagrody Akademii, William Monahan – scenarzysta nagrodzonej czterema Oscarami „Infiltracji” Martina Scorsese. Nad projektem czuwał ojciec komiksowego pierwowzoru Frank Miller, twórca niezapomnianej powieści graficznej „300”, zekranizowanej w 2006 roku przez Zacka Snydera.

Informacja Prasowa





czwartek, 13 marca 2014

Naznaczony 2 DVD

Po pierwszej części Naznaczonego, przyszła kolej na następną, tym razem kontynuującą wydarzenia dramatycznie zawieszone z części pierwszej. Tuż po wyrwaniu z ramion duchów, syna i śmierci medium, rodzina Lambertów wyprowadza się i postanawia na nowo ułożyć sobie życie. Szybko okazuje się, że zło tak łatwo nie odpuszcza, postanawiając podręczyć Lambertów jeszcze przez jakiś czas. Tym razem celem, nieumarłych jest głowa rodziny, Josh Lambert.

Reżyser, James Wan poza kontynuowaniem wydarzeń, postanowił również cofnąć się do przeszłości Josha Lamberta(Patrick Wilson) i rozwiązać sprawę tajemniczych zdolności bohatera. Muszę przyznać, że tym razem fabularnie film zalicza totalny upadek. Dramaturgia filmu, zbudowana została  tak jak tanie maszynowe cygaro-w całkowitym pośpiechu. Również reżyseria odniosła poważnej przepukliny, co widać zwłaszcza w miałkim aktorstwie i  przeładowaniu wizualnymi trikami, które nie potrafią straszyć. Gdyby twórcy "Naznaczonego 2" zamknęli cały film w pierwszych 25 minutach, z pewnością wyszliby na tym lepiej. Obyło by się bez dialogowych dłużyzn, niezrozumiałych przeskoków czasowo-miejscowych w filmie oraz fatalnego zakończenia. Pomimo faktu, że druga część zarobiła za oceanem znacznie więcej niż pierwsza(czego absolutnie nie rozumiem), jakość twórcza filmu jest tu wręcz odwrotnie proporcjonalna do jego dochodu. Największym plusem tego filmu na DVD, są upiorne zdjęcia spoza kadru oraz znakomicie przedstawione transformacje duchów. Choć niezbyt wiele tych dodatków to ich jakość potrafi nieco rozchmurzyć rozczarowanego filmem widza.

Ocena: Zły

Tytuł: Naznaczony 2 DVD
Reżyser: James Wan
Scenariusz: Leigh Whannell
Dystrybutor: Imperial


czwartek, 16 stycznia 2014

Carrie

Stara zasada mówi, że jeżeli coś działa i jest dobre, to nie ma sensu tego zmieniać. Zdaje się, że Amerykańscy reżyserzy filmów grozy od dwóch dekad nie rozumieją tego prostego faktu. Ci mniej zdolni i kreatywni, wybierają drogę na skróty i tworzą całkowite i nieudolne remake kultowych horrorów, które w żadnym stopniu się nie starzeją, zaś ci bardziej zdolni, potrafią odświeżyć zaśniedziałą klisze, dodając również coś od siebie, dzięki czemu ów film nie jest jedynie odgrzewanym z mikrofali kotletem podanym na ładnym talerzu. Świat ujrzał zaledwie garstkę z całego mrowia remaków, które wniosły jakąkolwiek wartość do kinematografii grozy. Czy nowa wersja Carrie w reżyserii Kimberly Peirce załapie się do tej garstki?

Świat ujrzał pierwszą powieść Stephena Kinga w 1974 roku. Autor nie przepadając za swoim dziełem, zdecydował się je zwyczajnie wyrzucić do kosza. To dzięki żonie Kinga, maszynopis ocalał i został przez nią wysłany do wydawnictwa Doubleday. Carrie otworzyła drzwi do literackiej sławy byłemu nauczycielowi angielskiego. W dwa lata po wydaniu książki, Brian De Palma wykupił prawa do jej ekranizacji i to właśnie dzięki niemu powstał jeden z najlepszych filmowych horrorów wszechczasów z niezapomnianą kreacja Sissy Spacek jako Carrie White. Opowieść o nieśmiałej licealistce, nękanej przez szkolnych rówieśników i terroryzowanej przez matkę-fanatyczkę religijną, szybko okazała się prawdziwym sukcesem reżysera „Człowieka z Blizną” i „Nietykalnych”. To co stanowiło o wybitności ekranizacji, to znakomita psychologia postaci, wybitna dramaturgia filmu oraz to co w całej opowieści było najważniejsze, a mianowicie znakomicie ukazany aspekt dorastania seksualnego głównej postaci. De Palma bowiem, rozwinął w filmie to co w książce było raptem przez Kinga wyraźnie zarysowane a już w remaku Kimberly Peirce zupełnie pominięte. W swoim filmie Peirce stworzyła sieć do której wcisnęła wszystkie najważniejsze fabularne elementy z dzieła De Palmy, wierząc w to, że widzowie to łyknął. Zrobiła to jednak bezlitośnie wiernie i bez grama finezji, przez co film jako remake nie wnosi absolutnie nic nowego a jakby tego było mało, ogląda się go jak muzyczny wideoklip. Poza tym mamy ponownie nieśmiałą i zastraszoną postać, którą całkiem przeciętnie odgrywa Chloe Grace Moretz w tandemie z neurotyczną matką zagraną tu całkiem nieźle przez Julianne Moore. Są i szkolni stręczyciele oraz pragnienie normalności głównej postaci, które prowadzi oczywiście do krwawego finału. Reasumując, remake Peirce to efekt zabawy w karaoke. Niby doskonale pamięta się słowa i melodie oryginału, w rezultacie jednak wychodzi jak zwykle bełkotliwie i przeciętnie. 

 
Ocena: Zły

Reżyseria:Kimberly Peirce
Scenariusz:Lawrence D.Cohen
Kraj:U.S.A.
Rok: 2013


piątek, 3 stycznia 2014

Open Grave

Od ponad dekady prawdziwa krew współczesnego kinowego horroru płynie w żyłach Hiszpan. Wraz z wejściem do kin głośnego filmu Alejandro Amenabara pt. "Inni" byliśmy świadkami geniuszu w budowaniu inteligentnej "ghost story".  Od tamtego czasu pałeczkę w graniu na lękach widzów przejęli nie słynący z surowego realizmu Francuzi ani zakochani w konwencji found footage Amerykanie a właśnie Hiszpanie.

Najnowszy film Gonzalo López-Gallego rozpoczyna się od mocnego uderzenia. Mamy bowiem kilkoro bohaterów w leśnym domku, którzy za cholerę nie wiedzą jak się w nim znaleźli. Jakby tego było mało nie pamiętają również kim są. Wokół domu odnajdują więzionych ludzi, którzy wyglądem i zachowaniem przypominają zombie. Wszyscy zdają sobie sprawę, że robią w tym miejscu coś ważnego jednak za nic nie mogą sobie przypomnieć co takiego i czy mogą ufać sobie nawzajem.
Ten psychologiczny post-apokaliptyczny horror łączy w sobie wszystko to, co dobry film grozy mieć powinien. Znakomity scenariusz, doskonałą grę aktorską i cudowną atmosferę, która stopniowo zagęszcza się, prowadząc widza do zaskakującego finału. Co bardziej sceptyczni widzowie, mogliby powiedzieć, że fabularnie film nie jest niczym nowym, jednak nawet oni nie mogą odmówić obrazowi Gallego suspensu i znakomicie wyważonej grozy rodem z najlepszych filmów Hitchcocka. Gallego w swoim filmie postanawia podrażnić się w widzem, podając mu tak jak i swoim bohaterom fałszywe tropy po to by później mocno nim wstrząsnąć. Stąd też niczego nieświadomy widz, pewien, że ma do czynienia z pospolitym slasherem zostanie pozytywnie zaskoczony. Gallego udowodnił już wcześniej, reżyserując swój pierwszy amerykański horror w konwencji found footage pt. "Apollo 18", że doskonale czuje się w tym gatunku. Pozostaje czekać na kolejne dzieło tego hiszpańskiego reżysera bo jak widać warto.

Ocena: Dobry
Reżyseria: Gonzalo López-Gallego
Scenariusz: Chris Borey, Eddie Borey
Kraj: U.S.A
Rok: 2013

czwartek, 2 stycznia 2014

Armia Frankensteina


Pod koniec II Wojny Światowej, grupa sowieckich żołnierzy, przemierza terytorium wroga w celu wyzwolenia grupki swoich żołnierzy. Po drodze natrafiają na niemiecki bunkier, który skrywa sekret chylącej się ku upadku III Rzeszy, związany z eksperymentami na ludziach. Szybko okazuje się, że miejsce do którego trafili to laboratorium śmierci, stworzone przez szalonego naukowca dr. Frankensteina. Film Richarda Raaphorsta powstał na trwającej od kilku lat popularności wojennych zombie movies. Jak do tej pory mieliśmy do czynienia z mniej lub bardziej udanymi produkcjami tego nurtu.Wystarczy wspomnieć   obie części "Outpost" Steve'a Barkera czy norweski "Dead Snow" w reżyserii Tommy'ego Wirkola. Film Raapharsta wychodzi jednak na ich tle zdecydowanie lepiej.

Frankenstein's Army to czerpiąca inspirację z estetyki kampu, próba przeniesienia XIX wiecznej historii o Frankensteinie w ramy drugiej wojny światowej. Reżyser tego kameralnego i niskobudżetowego found footage zręcznie pociągnął  akcję, tworząc przy tym chwilami również autentycznie klaustrofobiczną atmosferę grozy. Film ocieka często kiczem, który dostrzec można w przerysowaniu i sztuczności efektów specjalnych, pracy kamery przypominającej grę FPS czy w końcu sam odjechany scenariusz. Zabiegi te jednak się w pełni celowe. Reżyser ironizuje pewne kwestie świadomie, dzięki czemu otrzymujemy pełen dystansu horror klasy B. Raaphorst wciąga widza w zabawę z konwencją, przy której słowo powaga jest tym czym zdrowa logika dla szalonego Frankensteina-zupełnie niepotrzebna.

Ocena: Dobry
Tytuł: Frankemnstein's Army
Reżyser: Richard Raaphorst
Scenariusz: Chris W.Mitchell