Kiedy dwóch anglików, Allan Moore i Dave Gibbons, tworzyło w
1986 serię zatytułowaną „Strażnicy”, nawet nie sądzili, na jak ogromną skalę
odniosą sukces. O tym, jak wielki wpływ miała ich seria na cały świat komiksu
można by rozpisać na wiele stron. Po dwudziestu latach i wszelkiej niechęci Alana
Moora do powstania prequelu Strażników, wydawnictwo DC znalazło diabelnie
utalentowanych rysowników i dopięło swego. Ze współpracy trójki amerykanów Lee
Barmejo, J.G.Jonesa wraz ze scenarzystę Brianem Azarello powstał album, po
który wbrew temu co twierdzi sam ojciec Strażników- warto sięgnąć.
Prequel „Strażnicy Początek. Komediant – Rorschach”, skupia
się na dwóch najbardziej charakterystycznych postaciach całej serii, których bezkompromisowe
podejście w walce ze zbrodnią zawsze pozostawia po sobie dwojakie echo. Pierwszy
rozdział poświęcony zostaje okresowi wczesnej kariery Edwarda Blake’a w departamencie
obrony i jego szerokim politycznym koneksjom. Razem z postacią cofamy się do
lat 60’tych by prześledzić jedne z najważniejszych polityczno-obyczajowych
wydarzeń Ameryki, takich jak tajemnicza śmierć symbolu seksu Marilyn Monroe,
zamach na Kennediego, czy piekło wojny w Wietnamie. Blake, jako uczestnik tych
wydarzeń i symbol niepochamowanej siły, zostaje wysłany do Wietnamu jako
inspiracja dla tamtejszych żołnierzy. Szybko jednak okazuje się, że środowisko
śmierci i moralnej degrengolady jest dla Komedianta miejscem idealnym.
Drugi rozdział należy do Rorschacha i jego słynącej z bezwzględności walki z oprychami
w chylącej się ku moralnemu upadkowi amerykańskiej metropolii. Bohater tropiąc lokalnego
gwałciciela i mordercę, wpada również na trop gangu narkotykowego. Na tle całej walki, dowiadujemy się również
wielu rzeczy z przeszłości tej postaci. „Strażnicy” A. Moora pokazali, jak może
wyglądać współczesny komiks o superbohaterach. Moore i Gibbons zrewidowali i
przedefiniowali całą dotychczasową mitologię komiksowych postaci. Za sprawą „Strażników”, byliśmy również świadkami
pewnego przełomu w sztuce sekwencyjnej, dzięki któremu w Ameryce komiks na
zawsze przestał być kojarzony z zeszytami dla dzieci i młodzieży, zdobywając artystycznej
nobilitacji. Druga część prequelu „Strażników” to według mnie komiks, który tak jak oryginał absolutnie
nie przypomina mainstreamowej papki. Wątki społeczno-polityczne, wystawione na
pierwszym planie u Moora, w przypadku Azzarello również odgrywają ważną rolę. Rozdziały
poświęcone Komediantowi aż iskrzą się od krytyki polityki Amerykanów końca lat
60’tych. Azzarello wraz z rysownikami
postawili wyraźny akcent na mocne odrysowanie ciemnej strony Komedianta. Co do
kolejnej postaci z drugiego rozdziału albumu, to według mnie jedna z
najciekawszych w historii komiksu. Rorschach i jego nieskazitelne zasady moralne, mroczna
przeszłość i bezkompromisowość w likwidacji oprychów, czynią z niego mojego
faworyta. Lee Bermejo nadaje opowieści o Rorschachu i jego walce z ulicznymi
gangami na wskroś ciężkiego i mrocznego klimatu. Mocna i realistyczna kreska sprawdza się doskonale w przypadku przygód tej postaci. Dynamika kadrów i przemoc (choć czasem jak dla
mnie zbyt jednowymiarowa), czynią z albumu pozycję, której miłośnicy pierwowzoru
nie powinni sobie odpuszczać. Czy zatem „Strażnicy Początek” przewyższają
oryginał? W żadnym wypadku. Jednak nie o to twórcom chodziło. Tę powieść graficzną czyta się cholernie dobrze a wiele kadrów na długo pozostaje w pamięci. Sięgnijcie po album bo warto.
Ocena: Dobry
Tytuł: "Strażnicy.Początek. Komediant - Rorschach"
Scenariusz: Brian Azzarello
Rysunki: Lee Barmejo, J.G.Jones
Wydawnictwo: Egmont 2013

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz